fbpx
sobota, 27 listopada 2021 14:54
  • Ładowanie danych ...

Co z tą Polską?

10 miesięcy temu
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

W sensie, z reprezentacją. Przedwczoraj wiele osób zelektryzowała wiadomość o zwolnieniu Jerzego Brzęczka z posady selekcjonera piłkarskiej reprezentacji Polski. Wieść ta spadła niczym grom z jasnego nieba, budząc konsternację tak dziennikarzy, jak również kibiców reprezentacji. Mając jednak w pamięci sposób zatrudnienia byłego już selekcjonera przez Zbigniewa Bońka, tryb jego zwolnienia także nie powinien dziwić – jest on bowiem dokładnie taki sam. Latem 2018 roku przez nasz kraj przetaczała się debata nad kompromitacją reprezentacji pod wodzą Adama Nawałki na MŚ w Rosji. Tuż po turnieju prezes PZPN ogłosił, że trener z końcem lipca traci posadę, nie zdradził jednak kto będzie jego następcą. Wątpliwości zostały rozwiane nieco ponad tydzień później – wówczas nagle okazało się, że schedę po Nawałce przejmie Jerzy Brzęczek. Wybór Bońka, najdelikatniej mówiąc, nie budził wielkiego entuzjazmu. Wskazywano na brak odpowiedniego doświadczenia, obawiano się, czy nowy selekcjoner sprosta wyzwaniom stawianym przez poziom reprezentacyjny, wreszcie wypominano koligacje z jednym z prominentnych reprezentantów, Kubą Błaszczykowskim.

Stanowisko trenera reprezentacji Polski w piłce nożnej od wielu już lat jest zdecydowanie gorącym stołkiem. W ciągu minionych dwóch dekad tylko Paweł Janas utrzymał się na tej posadzie dłużej niż 3 lata. Pozostali trenerzy w mniej lub bardziej burzliwy sposób żegnali się z kadrą dużo szybciej, przy czym żadnemu z nich de facto nie udało się osiągnąć niczego ponad awans do mistrzostw świata i Europy. Wyjątkiem jest tu Nawałka, choć moim zdaniem w ogólnym rozrachunku był to trener mocno przereklamowany, co zresztą boleśnie obnażył blamaż na wspomnianym mundialu w Rosji, a także konferencja prasowa po ostatnim meczu grupowym Polski z Japonią, podczas której trener posłużył się słynnym bon motem o stosowaniu „niskiego pressingu” przez swoich podopiecznych. Na tym tle niewiele trzeba było zrobić, aby móc zabłysnąć. Albo przynajmniej pozostawić po sobie dobre pierwsze wrażenie.

Niestety, Jerzy Brzęczek tym zadaniom nie podołał. I nie chodzi tu raczej o statystyki ogólne, bowiem te nie były najgorsze. Problem polega na tym, że od blisko 20 lat wygrywamy w cuglach eliminacje do wielkich imprez, z których następnie zupełnie nic nie wynika. Gra z jakimkolwiek odrobinę mocniejszym rywalem powoduje, że polska reprezentacja przestaje istnieć. Oddajemy walkowerem wszystkie mecze z tymi, z którymi na papierze mamy mniejsze szanse wygrać. Nie mamy kompletnie żadnego pomysłu na grę, taktykę, cokolwiek. Ba, w naszych piłkarzach nie ma nawet zwyczajnej chęci do gry. Trudno w takich okolicznościach oczekiwać, że trener tak przeciętny jak Brzęczek dokona w szatni cudów. Nie znaczy to jednak, że nie powinien próbować. Trudno ocenić, czy w tym konkretnym przypadku zabrakło chęci czy umiejętności, jedno jest jednak pewne – pan Jerzy dysponując liczbą kilkudziesięciu całkiem niezłych piłkarzy nie był w stanie stworzyć z nich równego, zwycięskiego zespołu. W działaniach trenera nie było żadnej spójnej wizji, czegoś co można by nazwać zalążkiem stylu gry. Niemniej jednak, jak słusznie zauważył kilka dni temu Mateusz Borek w rozmowie z Robertem Mazurkiem, trener to nie wszystko. Brak woli walki, ambicji, zadowolenie z bycia przeciętnym, to palące, i wciąż nierozwiązane problemy naszego narodowego składu. I obawiam się, że nowy trener zbyt prędko ich nie rozwiąże. A przynajmniej nie na tyle prędko, by zdążyć przed przyszłorocznymi mistrzostwami Europy.  

Napisz do redakcji!

Masz ciekawy temat bądź chcesz, byśmy opisali historię albo zajęli się twoim problemem? Napisz do nas! Chętnie wspomnimy o tym w jednym z naszych artykułów.

Napisz do nas: Napisz
bądź autora artykułu sebastian.zych@kijemwmrowisko.pl