fbpx
piątek, 12 sierpnia 2022 13:47
  • Ładowanie danych ...

Wojna polsko-bolszewicka, czyli jak Polacy uratowali Europę

2 lata temu

Wczoraj minęła 100 rocznica jednej z najważniejszych bitew w dziejach nie tylko Europy, ale i świata. Dokładnie sto lat temu Polacy dali świadectwo niespotykanej wcześniej, jak i później, jedności w narodzie. Bitwa Warszawska była nie tylko niewiarygodnym sukcesem militarnym, ale i społecznym. To właśnie to zjednoczenie wszystkich środowisk pozwoliło nam zachować rodzące się państwo polskie oraz uchronić Europę przed komunizmem w najbardziej przerażającej postaci.

Po zakończeniu I wojny światowej państwa europejskie były w rozsypce – Francja, Włochy, Niemcy, państwa powstałe w ramach rozpadu Austro-Węgier. Bolszewicy, z Leninem i Trockim na czele, doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że jeśli komunistyczny walec ruszy na zachód to tamtejsze komunistyczne ugrupowania staną po ich stronie i same będą parły do rewolucji. Jednak na drodze stał kraj, który ledwo co odzyskał swoją państwowość – Polska.

Jakie były nasze szanse? W teorii żadne. Około 350 tysięcy żołnierzy miało stanąć naprzeciw armii liczącej około miliona jednostek, a kolejnych 5 milionów w rezerwie. Sowieci mogli nas dosłownie zalać swoimi wojskami, tak jak zrobili to w latach 40-tych, gdzie niemieckie karabiny maszynowe przegrzewały się od prowadzenia ciągłego ognia na niekończące się fale sowietów.

Jednak w całej tej wojnie i jej punkcie zwrotnym, jakim była Bitwa Warszawska (z szacunku piszę wielką literą) występuje ten pierwiastek cudu. A jeśli ktoś w cuda nie wierzy, to można to nazwać cudownym zbiegiem okoliczności. Chaotyczny i nieskoordynowany atak komunistów dał polskiemu wojsku niewiarygodną szansę do wbicia się pomiędzy wrogie armie. Było to niezwykle ryzykowne, ale potrzebna była ku przeprowadzeniu takiej operacji masa żołnierzy. Wszakże ktoś musi bronić tak rozległej linii frontu.

I tutaj pojawia się ten prawdziwy cud, jakim była organizacja polskiego społeczeństwa i jego elit. Na Początku 1920 roku Wojsko Polskie liczyło już około 600 tysięcy żołnierzy. Dalsza mobilizacja, również za sprawą nowego premiera Wincentego Witosa obudziła ducha również w chłopstwie. W stosunkowo krótkim czasie Polska była już w stanie wystawić niemal milionową armię. Również późniejsze obowiązkowe nabożeństwa z pewnością też dodawały wielu ducha walki. Efektem działań tego typu, z niemal każdej sfery, bo politycznej, społecznej oraz duchowej polskie społeczeństwo stanęło na wysokości zadania. Podobny duch obudziła chyba dopiero „Solidarność” kilkadziesiąt lat później.

Jaka była reakcja Zachodu?

Dla socjalistów i komunistów we Francji, Wielkiej Brytanii czy w Niemczech Polska stała się wrogiem numer jeden. Odbywały się strajki i protesty, które miały wymusić na tamtejszych władzach zaprzestanie wspierania w Polski. Z kolei Czechosłowacja nie tylko blokowała dostawy i wsparcie wojskowe z Francji czy Węgier, ale także sama wspierała oddziały antypolskie, samodzielnie je utrzymując.

Niemcy również nie ukrywali wsparcia dla Rosji Sowieckiej. Transporty ze sprzętem płynęły regularnie w stronę sowieckich portów. Co więcej, zakładając przegraną Polski, Niemcy przygotowywali się do ponownego zbrojnego wkroczenia na Śląsk i do Wielkopolski. Przy okazji wykorzystali oni również plebiscyty na Warmii oraz na Śląsku, mając świadomość tego, że ludzie niechętnie mogą głosować „za Polską”, wiedząc, że może ona niedługo upaść.

16 sierpnia, po kontruderzeniu znad Wieprza sytuacja diametralnie się zmieniła, a Armia Czerwona zaczęła się powoli cofać. Warto, moim zdaniem, wspomnieć jeszcze jednak o jednej, równie istotnej bitwie nad Niemnem. Około 65-67 tysięcy żołnierzy Wojska Polskiego Białoruskiej Republiki Ludowej w wielofazowej operacji rozbiło ponad 100-tysięczną armię sowietów. Ponad 40 tysięcy krasnoarmieńców zginęło, a drugie tyle trafiło do niewoli. Po tej klęsce wojna była tak naprawdę wygrana.

Na koniec smutna, ale prawdziwa ocena. Czy dzisiaj, po 30 latach od transformacji uczciliśmy te zwycięstwa? Może istnieje jakieś muzeum Bitwy Warszawskiej? Czy postawiono monument, na miarę Bramy Brandenburskiej czy Łuku Tryumfalnego? Zamiast tego dostaliśmy, z jednej strony, propozycję kładki im. Bitwy Warszawskiej lub pomnika w kształcie świdra z drugiej strony. Zaprzepaściliśmy uczczenie jednej z najważniejszych bitew w dziejach świata. Bitwy, która ocaliła tyłki państwom europejskim. Kto wie, może gdyby właśnie nie nasi przodkowie, to czerwona flaga z sierpem i młotem powiewała by nad Berlinem, Paryżem czy Mediolanem już w latach 20-tych. Natomiast jeśli nie umiemy sami zadbać o naszą historię, to nie oczekujmy, że obcy zrobią to za nas. To już nie jest żółta karta dla naszego państwa, lecz czerwona. Tak jak krew, została 100 lat temu przelana za nasz kraj.

Napisz do redakcji!

Masz ciekawy temat bądź chcesz, byśmy opisali historię albo zajęli się twoim problemem? Napisz do nas! Chętnie wspomnimy o tym w jednym z naszych artykułów.

Napisz do nas: Napisz
bądź autora artykułu wojciech.koziol@kijemwmrowisko.pl