fbpx
sobota, 27 listopada 2021 15:09
  • Ładowanie danych ...

Zmierzch demoliberalizmu

3 miesiące temu
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

W 1992 roku ukazała się książka Francisa Fukuyamy o tytule „Koniec historii”. W dużym skrócie – mówiła ona, iż wraz z rozprzestrzenieniem się liberalnej demokracji, na świecie zakończą się wszelkie spory. Uniwersalny charakter tego systemu, połączony z gospodarką rynkową i opatrznością Stanów Zjednoczonych, jako hegemona światowego. I jak najbardziej, na samym początku lat 90-tych taka teoria miała pewne podstawy. Całkowita klęska bloku wschodniego i zapaść Związku Radzieckiego, olbrzymi sukces operacji Pustynna Burza, demokratyzacja państw Europy Środkowej. Innymi słowy wszystko wyglądało pięknie. No a przynajmniej do pewnego czasu.

Foto: Pixabay.com

Pierwszym nadszarpnięciem tej koncepcji, choć nieprzekreślającym jej ostatecznie, był konflikt w Jugosławii. Ostatecznie można było uznać, że rozpad tego państwa i konflikty na jego terenie były nieuniknione ze względu na tarcia kulturowe, religijne, narodowe, językowe i niepodległościowe.

Wszystko się jednak zmieniło na początku XXI wieku, po atakach na World Trade Center. Administracja Georga Busha postanowiła wypowiedzieć niekończącą się wojnę przeciw terroryzmowi. W 2001 roku skupiła się ona na państwie, które dziś jest na pierwszym miejscu w każdym medium, czyli Afganistanie. Nie wdając się w szczegóły samej operacji, jako przedsięwzięcie militarne dosyć szybko zakończyła się sukcesem. Dziś się może wydawać to nieco abstrakcyjne, choć faktem jest, że siły koalicji błyskawicznie opanowały obszar tego kraju. Jednak czy temat terroryzmu się zakończył? W żadnym razie.

Realna klęska idei liberalnej demokracji przyszła wraz z inwazją na Irak. Nie była ona ani legalna, ani nie miała realnego uzasadnienia, ani też nie przyniosła niczego dobrego. Wręcz była zaczątkiem pasma niekończących się katastrof na obszarze Bliskiego Wschodu. Sama próba zaprowadzenia demokracji liberalnej w stosunkowo zamożnym państwie, jakim był Irak przed wojną, zakończyła się całkowitą porażką. Sprawdziła się zasada z koncepcji cywilizacji Feliksa Konecznego, że nie da się być cywilizowanym na dwa sposoby. Tak też się stało z Irakiem. Wprowadzanie ustroju na wzór zachodni skończyło się niepowodzeniem, całkowita zapaść gospodarcza i kryzys humanitarny doprowadziły do masowych migracji. To stworzyło podłoże dla późniejszych organizacji terrorystycznych z ISIS na czele.

Stany Zjednoczone nie wyciągnęły z tego jednak odpowiednich wniosków. Wraz z objęciem stanowiska prezydenta USA przez Baracka Obamę kurs na szerzenie liberalnej demokracji, w połączeniu z destabilizacją kolejnych państw Bliskiego Wschodu oraz Afryki Północnej doprowadziły do największego kryzysu migracyjnego w ciągu ostatnich lat, które w szczególności uderzyły w państwa Unii Europejskiej. Po części na jej własne życzenie. Przeświadczona o możliwości przeformatowania społeczności odmiennej cywilizacyjnie i kulturowo na model zachodni także w finale okazała się klęską.

I ponownie należałoby wrócić do kwestii Afganistanu i wydarzeń, które tam miały miejsce na przestrzeni ostatnich kilku tygodni. Ale czy warto o tym ponownie mówić? Scenariusz jest niemalże identyczny, jak w innych regionach. Wprowadzenie liberalno – demokratycznych wzorców nie przyniosło dosłownie nic, poza przespaniem przez Stany Zjednoczone pauzy strategicznej na korzyść Chin i straty finansowe idące w biliony dolarów. Dla przypomnienia, bilion wygląda tak: 1 000 000 000 000. Podobne straty przyniosła inwazja na Irak.

Recepta na kryzys liberalnej demokracji? Więcej liberalnej demokracji!

Jeśli jednak ktoś myśli, że Zachód i jego liberalne elity nauczyły się czegoś przez niemal 20 lat błędnie prowadzonej polityki, to jest w dużym błędzie. Tak jak w kultowym „Poszukiwany, poszukiwana” chodziło o to, by „było więcej cukru w cukrze”, tak tutaj metoda jest podobna, to jest, będzie kontynuowana identyczna polityka, tylko że bardziej. Czy zakończy się to tym razem dobrze? Śmiem wątpić. Zważywszy na fakt, że i tutaj rewolucja zaczęła pożerać własne dzieci. Państwa, w których od lat „kwitł demoliberalizm” są dziś na zakręcie. Jedna droga prowadzi do powrotu do korzeni i zrozumienia błędu dotychczasowej strategii. Druga to kurs w jedną stronę do przepaści.

Jest to widoczne przede wszystkim gdy spoglądamy na aktualny kierunek działania elit Zachodu oraz ich popularność pośród społeczeństwa. Obraz Emanuela Macrona uderzonego w twarz przez człowieka przy barierkach. Brytyjski politpoprawnościowy zamordyzm. Hiszpańskie marsze z wizerunkami Lenina i Stalina. Urojenia o powrocie do pozycji mocarstwowej przez Niemcy. Do tego nieliczenie się tego państwa z interesem innych członków Unii, poprzez maszerowanie ramię w ramie z Rosją. Te wszystkie działania są wynikiem ślepej wiary w demokratyczno-liberalny obraz świata. Elity przestały w zupełności wierzyć w politykę realną albo przynajmniej nie wykazują żadnych odruchów świadczących o stosowaniu tego elementu zdrowego rozsądku. Może poza Niemcami, którzy faktycznie dążą do zdominowania tej części świata. Wszystko to za przyzwoleniem Joe Bidena i Kamali Harris, którzy postanowili wykonać identyczny manewr jak ZSRR w latach 80-tych, czyli zwijanie zewnętrznego imperium.

Czy w tym szaleństwie jest metoda? Nie wydaje się. Zwłaszcza jeśli spoglądamy na polskich przedstawicieli „elyt” spod sztandaru liberalnych demokratów, których już zdecydowanie lepiej byłoby nazywać liberalną lewicą. Kiedy dobrze każdemu wiadomo, iż działania na granicy polsko – białoruskiej mają charakter wojny hybrydowej i są powtórzeniem manewru, który zastosowała Federacja Rosyjska na wschodzie Ukrainy, jak też polityki „kurka z imigrantami” stosowanej przez Turcję Erdogana oni robią wszystko, by zaszkodzić własnemu państwu.

Owszem, może dzieci do lat 3 mogą wierzyć w Strusia Pędziwiatra i Speediego Gonzalesa. Oni potrafili przebiec z jednego miejsca na drugie w oka mgnieniu oka. Jednak wierzyć we własną propagandę, że „uchodźcy” z Afganistanu przybyli pod polskie granice w jeden dzień po upadku Kabulu, to już jest naprawdę wysoka próba dla intelektu. A nie łudźmy się, że na zachodzie jest lepiej. W końcu nasi, tak zwani, liberałowie jedynie małpują to, co przyjdzie zza zachodniej granicy.

Zatem czy polskie liberalne elity zdały egzamin z tematu, jakim jest przestudiowanie ostatnich porażek tejże polityki? To pytanie pozostawiam bez odpowiedzi, ale chyba każdy zna na nie odpowiedź.

Napisz do redakcji!

Masz ciekawy temat bądź chcesz, byśmy opisali historię albo zajęli się twoim problemem? Napisz do nas! Chętnie wspomnimy o tym w jednym z naszych artykułów.

Napisz do nas: Napisz
bądź autora artykułu wojciech.koziol@kijemwmrowisko.pl